niedziela, 15 września 2013

ROZDZIAŁ 2

Jak każdego poranka obudziły mnie rytmy mojej ulubionej piosenki. Wokalista Maroon 5 śpiewał właśnie refren, gdy założyłam okulary i wyłączyłam budzik. Usiadłam na łóżku i prawie zrzuciłam z niego mojego kota Willy’ego. Złapawszy go, przytuliłam do siebie, zaczęłam całować po mordce i przepraszać. Willy polizał mnie po twarzy, wyrwał z mojego uścisku i położył się obok moich nóg. Przeciągnęłam się, wzięłam mój telefon i poszłam do łazienki. Tam wymieniłam okulary na soczewki i spojrzałam w lustro. Lepiej mi było bez ‘denek od butelek’, jak je nazywał tata. Obmyłam twarz, zrobiłam delikatny makijaż i umyłam włosy. Zrobiłam na głowie turban z ręcznika i wróciłam do mojego pokoju. Przeszłam do garderoby i ubrałam się kolorowe rajstopy, dżinsową spódniczkę i czarną bluzkę. Wróciłam do łazienki, zdjęłam ręcznik z głowy i wysuszyłam włosy. Spięłam grzywkę na lewo i wyszłam z pomieszczenia. Podeszłam do biurka i chwyciłam plan. Dzisiaj jest fizyka.. Brrrr… Facet od fizyki jest w sumie niczego sobie, ale przedmiot jest straszny. Te wszystkie prądy, nie prądy i inne. Okropne. No ale cóż. Spakowałam torbę i zbiegłam na dół po schodach. Weszłam do kuchni i rzuciłam ją na krzesło.
-Tato! – krzyknęłam, gdyż spodziewałam się, że jeszcze Go zastanę, jednak nie usłyszałam odpowiedzi.
Przy lodówce zobaczyłam pieniądze zawinięte w karteczkę. Wzięłam ją do ręki.
Oczywiście nie mogłam się doczytać co było na niej napisane. Mój tata mógłby być lekarzem z takim pismem. Chyba było tam napisane: ‘kup coś’. Pomyślałam, że tata kazał mi zrobić zakupy. Sięgnęłam po torbę i włożyłam kartkę z pieniędzmi do portfela. Po chwili zajrzałam do naszej lodówki. Zobaczyłam tam tylko dwa jajka, trochę sera oraz szynki, która powoli zaczynała już pełzać, mleko i sok pomarańczowy. Wyjęłam mleko i postawiłam za blat. Karton nie był zbyt ciężki, więc spodziewałam się, że starczy mi go tylko do kawy.
- Oj muszę pojechać po zakupy – powiedziałam sama do siebie i otwarłam szafkę. Wyjęłam z niej mój ulubiony kubek z wierzą Eiffla i wstawiłam wodę na kawę. Usłyszałam za plecami miałczenie kota.
- Chodź do mnie Willy – zawołałam i wzięłam go na ręce. Na moje szczęście jest on bardzo cierpliwy i uwielbia być w centrum uwagi, więc moje tarmoszenie sprawia mu przyjemność. Po chwili wygłupów odstawiłam go na podłogę, bo woda zaczęła się gotować. Nasypałam do kubka dwie łyżeczki kawy rozpuszczalnej i zalałam odrobiną wrzątku. Rozmieszałam, a później dodałam cukru i mleka. Czekając aż kawa trochę ostygnie, podeszłam do wielkiej misy z owocami stojącej na środku blatu, wzięłam czerwoniutkie jabłko i schowałam do torby.
Nakarmiłam Willy’ego i spojrzałam na zegarek. Było wpół do dziewiątej. Dzisiaj miałam luźny dzień i miałam iść do szkoły dopiero na dziesiątą trzydzieści. Objęłam kubek rękoma i poszłam do salonu przed telewizor. Usiadłam na sofie i chwyciłam za pilota. Na jednym z kanałów leciała komedia romantyczna. Po pół godzinie oglądania, siedziałam zaryczana i ocierałam oczy chusteczką. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Podniosłam się i powłócząc nogami po ziemi otworzyłam je. Po drugiej stronie stał uśmiechnięty od ucha do ucha Louis. Zobaczywszy moje łzy, wygiął usta w podkówkę i przytulił mnie mocno, odrywając od ziemi.
- Co się stało? – spytał z przejęciem w głosie. – Ktoś Cię skrzywdził? Powiedz tylko kto, a chirurg mu będzie potrzebny!!
- Nie, nie Lou, spokojnie. Oglądałam romans i płakałam. – spojrzałam mu w oczy i zachichotałam.
- Aha, no to dobrze, ale wiesz, jak coś, to zawsze Ci pomogę Emily. A teraz chodź, popłaczemy sobie razem. – otarł mi łzy i pocałował w czoło.
- Masz mleko? – spytał.
- Tak, mam chyba jeszcze jakieś w spiżarni. – odparłam.
- No to chodź, zrobimy sobie kakałko! – zamknął drzwi wejściowe i powędrował do mojej kuchni.
- Ale Lou, nie mam kakaa.. – zrobiłam smutną minkę.
- Ale ja mam! – okrzyknął, odpiął kurtkę i spod spodu wyciągnął paczkę rozpuszczalnego kakaa.
- Ojej! – klasnęłam w dłonie i podbiegłam do niego.
Stanęłam przed nim, spojrzałam w jego piękne oczy i złożyłam na jego wargach soczystego całusa. Louis odsunął się ode mnie i spytał:
- Wiesz, który dzisiaj jest?
- Eee.. W sumie nie wiem. Chyba pierwszy czerwca. – wzruszyłam ramionami.
- Nie prawda, bo czwarty! Masz dzisiaj urodziny! – podskoczył i uśmiechnął się szeroko.
Spojrzałam na niego z dziwną miną. I nagle zorientowałam się, że te pieniądze od taty były dla mnie na prezent. Ale czy na pewno?
- Jak to? Ja mam dzisiaj urodziny? To niemożliwe, nie zapomniałabym o swoim święcie. Prawda…? – zapytałam niepewnie.
- No to widzisz kochanie, wychodzi na moje, że masz krótką pamięć. – powiedział i wyszczerzył zęby.
Zamachnęłam się na niego, ale zrobił unik. Chwycił mnie w pasie i złożył na moich ustach namiętny pocałunek. Po chwili oderwaliśmy się od siebie, z trudem łapiąc oddech. Spojrzałam
w jego piękne oczy i ujrzałam w nich uczucie, uczucie, od którego nie jednej dziewczynie mięknął nogi. Mi właśnie zmiękły.
- Porywam Cię dzisiaj na cały dzień! – zakrzyknął i ukazał rząd swoich białych prostych zębów.
- Jak to? – zdziwiłam się. – A co ze szkołą?
- Gadałem wieczorem z Robertem, który zadzwonił dzisiaj rano do szkoły i powiedział, że Cię nie będzie, bo źle się czujesz. Twój tata mnie lubi i wie, że mi na Tobie zależy więc zgodził się bez wahania. – dokończył Lou i uśmiechnął się z wyższością. – Powiedział, że ma dużo pracy i kazał mi Cię przeprosić, wycałować i obiecać, że do Ciebie zadzwoni.
Spojrzałam na niego z ukosa. To dobrze, że Lou ma swobodne relacje z moim tatą, ale to było ździebko dziwne. Ja czułam się dziwnie. Chociaż lepsze to, od kłótni o jedyną córkę i miłość swojego życia. Zaśmiałam się szczerze i dałam mu całusa w usta.
- Tak więc gdzie mnie porywasz mój książę?
- A nie powiem Ci, skarbie! – zrobił tajemniczą minę. – Wyglądasz ślicznie w tej spódniczce, ale ubierz się wygodniej kochanie.
- Okej – pocałowałam go, zabrałam swoją torebkę z krzesła i pobiegłam na górę.
Weszłam do garderoby. Podeszłam do komody i wygrzebałam z niej moja ulubione grafitowe dresy ze ściągaczami przy kostkach. Potem podeszłam do mojego łóżka i wyjęłam spod poduszki dużą bluzę Louis’a. chowałam ją tam na chłodniejsze lub samotne wieczory z kakałkiem i płaczliwym romansem. Wzięłam ciuchy i weszłam do łazienki. Przebrałam się i związałam włosy w koński ogon. Poprzednie ubranie włożyłam z powrotem do garderoby. Wzięłam jeszcze plecak, przełożyłam z torebki portfel, dokumenty, słuchawki i chusteczki. Włożyłam telefon do kieszeni i zbiegłam do Lou. Zastałam go śmiejącego się podczas zabawy z Willy’m. Podeszłam do nich i podrapałam kota po łebku. Gdy Louis zobaczył mnie w swoim ubraniu, uśmiechnął się.
- Widzę, że moja śliczna księżniczka moją bluzę. – uśmiechnął się, pocałował mnie w usta i postawił mojego kota na ziemię. – Po drodze wjedziemy jeszcze do sklepu.
- Okej. – powiedziałam i pogłaskałam Willy’ego.
Gdy podeszliśmy do drzwi, schyliłam się żeby założyć buty. Wzięłam klucze z wieszczka, chwyciłam Lou za rękę i wyszliśmy z mojego domu, zamykając za sobą drzwi. 


________________________________


tak więc drugi rozdział za mną. :D następny postaram się dodać jak najszybciej. :33 zapraszam Was serdecznie do czytania i komentowania. <33

3 komentarze: