niedziela, 26 października 2014

ROZDZIAŁ 8

Jejku. Jak dawno nikt nie mówił do mnie ‘Emilko’..
Podeszłam do Louis’a. Po kuchni rozniósł się zapach smażenia naleśników. Przytuliłam mojego chłopaka.
- Z kim tak długo rozmawiałaś? – spytał.
- Z babcią i z dziadkiem z Polski – odpowiedziałam.
- Aha, to dlatego nic nie mogłem zrozumieć.
- Podsłuchiwałeś? – spytałam podejrzliwie i uniosłam brwi.
- No przecież mówię, że nic nie zrozumiałem.
- Hahaha – zaśmiałam się i pocałowałam go w usta.
- Co mówili?
- Stęsknili się za mną. Pod koniec czerwca do nich pojadę i zostanę mniej więcej na miesiąc.
Louis zrobił dziwną minę, lecz potem zaraz uśmiechnął się szeroko. Jednak po jego oczach widziałam, że cały czas było coś nie tak. Znowu zaburczało mi w brzuchu.
- Jemy?
- Tak.
Usiadłam na jednym z barowych stołków i patrzyłam na to co robi Louis. Wziął talerze z szafki, nałożył na nie naleśniki i posypał owocami. Podszedł do lodówki i wyjął bitą śmietanę oraz polewę karmelową. Polał nimi nasze naleśniki. Wziął talerze, postawił je na stole  i usiadł naprzeciwko mnie. Zabraliśmy się za jedzenie. Gadaliśmy o moim wczorajszym przyjęciu niespodziance. Po skończeniu posiłku Louis zabrał nasze talerze i poszedł pomyć. Tymczasem ja wstałam i w podskokach podbiegłam do stołu z prezentami. Było ich tam mnóstwo. Chwyciłam za pierwszy i rozdarłam delikatnie papier. W środku zobaczyłam książkę, którą zawsze chciałam przeczytać. Otworzyłam ją i zobaczyłam dedykację: „Miłego czytania Kochanie! To taki mały bonus do tego co na górze. Sto lat, kocham Cię! Życzę Ci, żeby miłość Twoja i Louis’a była tak silna jak miłość Cathy i Heatcliffa, ale żeby czyniła wyłącznie dobro. xx Mel”
Gdy w oku zakręciła mi się łezka, przytuliłam książkę do siebie. Po chwili odłożyłam ją na stolik gdzie było wolne miejsce i zabrałam się za dalsze rozpakowywanie prezentów. Otworzyłam może z dziesięć i przyszedł do mnie Louis. Jedną rękę trzymał schowaną za plecami.
- Co dostałaś mała? – spytał.
- Parę książek, filmów, bluzę i kartki urodzinowe.
-O, to fajnie, będziemy mieli co oglądać – uśmiechnął się i pocałował mnie w usta. – Ja też mam coś dla Ciebie, coś, co zawsze będzie Ci o mnie przypominać – wyciągnął rękę w moją stronę.
Zobaczyłam w niej ślicznie udekorowane pudełko. Otworzyłam je. W środku zobaczyłam bransoletkę. Na fioletowym rzemyku wisiały dwie zawieszki. Jedna to był mikrofon z wygrawerowanym imieniem mojego chłopaka, a druga to serduszko. Na jednej jego stornie była wypisana data naszego pierwszego spotkania, a na drugiej napis „Kocham Cię Emily”. Stałam jak wryta i wpatrywałam się we właśnie otrzymany prezent. Louis wyjął bransoletkę z pudełeczka i odstawił je na stole. Chwycił moją prawą dłoń i nałożył mi rzemyk na nadgarstek. Pociągnął za sznureczki i ułożył mi ją na ręce. Spojrzałam mu w oczy i zobaczyłam w nich szczerą, prawdziwą miłość. Rzuciłam mu się na szyję i pocałowałam namiętnie. Louis odwzajemnił pocałunek i wziął mnie na ręce, a ja oplotłam nogami jego biodra. Gdy oderwaliśmy się od siebie nie mogliśmy złapać tchu. Louis przytulił mnie mocno do siebie przez co poczułam się jak kiedyś, gdy dziadek mnie tulił. Pomyślałam o mamie i rozpłakałam się. Lou oderwał mnie od siebie i spojrzał w moje oczy tym swoim zatroskanym wzrokiem.
- Kochanie, co się stało? – spytał przestraszony.
Chciałam mu odpowiedzieć, ale nie byłam w stanie się odezwać. Louis podszedł do kanapy, usiadł i posadził mnie sobie na kolanach. Przytulił mnie mocno do siebie, a ja tępym wzrokiem patrzyłam na ścianę. Niby nie znałam tak dobrze mojej mamy, nie pamiętałam jej dokładnie, ale bardzo za nią tęskniłam. W moim życiu zawsze brakowało kobiecej ręki. Nancy opiekowała się mną tylko do trzynastego roku życia. Potem zajmowałam się sama sobą. Gdyby babcia mogła do mnie przyjechać albo dziadek, byłabym bardzo szczęśliwa. Od moich trzynastych urodzin byłam sama. Z tatą spędzaliśmy każdą wolną chwilę, ale to i tak było za mało. Moja mama Joanna była piękną kobietą. Miała gęste, długie, falowane , ciemne blond włosy i pełne kształty. Gdy była mała tańczyła w balecie, więc każdy jej ruch był płynny i pełen gracji pamiętam, że kiedyś śpiewała mi kołysanki. Miała piękny, delikatny głos, podobny do głosu Louis’a. Otrząsnęłam się ze smutnych wspomnień i spojrzałam na mojego chłopaka.
- Zaśpiewaj mi coś. Proszę.. zaraz Ci wytłumaczę – powiedziałam, szlochając.
Louis pokiwał nie spokojnie głową. Po chwili zaczął śpiewać jakąś angielską kołysankę. Tak bardzo stęskniłam się za językiem polskim, ale nie mogłam wymagać od Lou, żeby znał polskie piosenki. Moją ojczyzną jest Wielka Brytania, ale mama zawsze rozmawiała ze mną i śpiewała mi po polsku. Mój tata nigdy nie miał nic przeciwko temu, więc po polsku i po angielsku mówiłam płynnie. Każde wakacje spędzałam w Polsce, dlatego nigdy nie zapomniałam jak się mówi w języku mamy.
Uspokoiłam się trochę i spojrzałam na Louis’a. wyjaśniłam mu powód mojej rozpaczy.
- Dziękuję Ci, że zawsze jesteś przy mnie. Kocham Cię – powiedziałam i przytuliłam się mocno do niego.
- Dla mnie to żaden problem, tylko czysta przyjemność. Chodź, rozpakujemy do końca Twoje prezenty – powiedział, podając mi chusteczkę.
Wytarłam oczy, wydmuchałam nos, pozwoliłam, żeby Louis pomógł mi wstać i podeszliśmy do stoły. W godzinę rozpakowaliśmy pozostałe pakunki. Dostałam dużo filmów, parę książek, perfumy i dwie płyty. Bardzo się cieszyłam z otrzymanych prezentów. Na samym dole leżało wielkie pudełko. Na wierzchu leżała karteczka z napisem „Najlepszego córeńko” po polsku. Oderwałam ją i uśmiechnęłam się. Tata się postarał. Otworzyłam pudło. W środku zobaczyłam dwie paczki, jedna była mała i trochę pożółkła, a druga większa, nowa. Tą mniejszą odłożyłam na bok. W tej większej był aparat fotograficzny, album na zdjęcia i I-Phone. Spojrzałam na te rzeczy z szeroko otwartymi oczami. Mój tata nigdy nie był skąpy i zawsze cierpliwie spełniał moje zachcianki, ale takich prezentów w życiu nie spodziewałam się dostać. Ochłonąwszy trochę chwyciłam małą paczuszkę. W sumie to to nawet nie była paczka, tylko koperta z czymś w środku. Otworzyłam ją i zobaczyłam tam list i coś złotego. Wyjęłam kartkę, przeczytałam ją i znowu się rozpłakałam.

_________________________________________________

BARDZO, BARDZO, BARDZO PRZEPRASZAM ZA TAK DŁUGĄ ZWŁOKĘ.
ostatnio poznałam kogoś i dostałam takiego kopa, że znowu mam z kim 'jarać się' 1D, Louis'em i wszystkim z tym związanym. w sumie tak przez przypadek zostałam z powrotem dostałam natchnienia i z czystym sumieniem mogę dalej opowiadać Wam o przygodach Emilki.
jeszcze raz przepraszam i mam nadzieję, że o mnie nie zapomnieliście. ♥
miłego tygodnia! ;33

PRZEPRASZAM.

strasznie przepraszam, że zawiesiłam bloga bez wcześniejszego poinformowania Was o moich zamiarach. :c
miałam mnóstwo spraw na głowie, trochę się działo w moim życiu nieoczekiwanych i czasem niemiłych rzeczy. ale mam nadzieję, że mimo wszystko, pamiętacie jeszcze o mnie miśki. <3
jeszcze raz, bardzo przepraszam.

czwartek, 26 grudnia 2013

ROZDZIAŁ 6

Otworzyłam drzwi i weszliśmy do domu. Zdjęłam buty i pobiegłam na górę, a Louis poszedł do łazienki na dole. Umyłam się szybko, zdjęłam soczewki i założyłam okulary. Weszłam do garderoby i z dolnej szuflady wygrzebałam legginsy oraz koszulkę Lou. Sięgała mi do połowy ud i zmieściłaby się jeszcze nią Melanie, ale ją uwielbiałam. Była szara i były na niej różni bohaterowie z komiksów: Spiderman, Hulk, Iron Man i inne postaci Marvel’a. Ubrałam się. Podeszłam do lustra. Rozczesałam włosy i związałam je w wysokiego koka. Spojrzałam jeszcze raz w lustro, pociągnęłam usta pomadką i zbiegłam na dół. Na stole w kuchni leżała moja torebka. Sięgnęłam po nią i wyjęłam mój telefon. Miałam 12 wiadomości i 4 nieodebrane połączenia.
-Łohoho.. – powiedziałam pod nosem. – Ludzie to mnie jednak kochają.
-Kto Cię kocha? – niespodziewanie usłyszałam za sobą głos Louis’a.
Podskoczyłam, a on mnie objął. Poczułam słodki zapach jego płynu do kąpieli i stwierdziłam, że również zdążył się ogarnąć.
- Spokojnie maleńka – powiedział i pocałował mnie w policzek. – No to, kto Cię kocha?
- Melanie, Jamie, parę koleżanek z klasy, które, najwyraźniej, nie mogły przyjść na przyjęcie… - zrobiłam przerwę na ziewnięcie – … i tata.
- Ahaaa. – powiedział i wygiął usta w podkówkę.
- No i oczywiście Ty, mój mały urwisie. – odwróciłam się do niego przodem i pocałowałam.
- A teraz poczekaj chwilkę. Wybierz nam jakiś film, a ja zadzwonię do taty, bo pewnie czeka na telefon.
- Okej – powiedział i pocałował mnie w usta.
Wykręciłam numer taty. Odebrał po trzech sygnałach.
- Cześć tatusiu!
- Hej córeńko. Dobrze cię słyszeć. Jak Ci się podobał mój prezent?
- Twój prezent? – spytałam zdziwiona.
- To Louis jeszcze nic Ci nie dał? Co za gagatek. Hahahahahahhahaha.. – zaniósł się śmiechem tata. - Leży na stole w salonie.
- Haha, dobrze tatusiu, poszukam go. Kiedy wrócisz do domu?
- Najwcześniej pojutrze. Tak się złożyło, że Wy potrzebowaliście wolnej chaty, a ja mam dużo roboty.
- Dobrze tatuś. – powiedziałam. - Jakoś sobie poradzę. A Louis może u nas zostać?
- Jasne. – zgodził się tata. – Tylko bądźcie grzeczne, dzieci! – wybuchnął śmiechem.
- Tato.. hahahahha, kocham Cię!
- Ja Ciebie też. Dobranoc córeczko. Pozdrów Louis’a.
- Pa tato. Pozdrowię! – powiedziałam i rozłączyłam się.
Wyłączyłam telefon i odłożyłam go na blat. Weszłam do salonu. Na ekranie telewizora leciał mój ulubiony film „To tylko seks”. Louis siedział rozwalony na kanapie i przysypiał. Zdążył zapalić ogień w kominku i w pokoju zrobiło się przyjemnie ciepło. Podeszłam do sofy. Usta mojego chłopaka były lekko uchylone. *koniec tego dobrego* pomyślałam i władowałam mu się na kolana. Louis ocknął się gwałtownie. Zobaczywszy mnie podciągnął się i mocno mnie przytulił.
- Co tam słychać u Twojego taty? – spytał i ziewnął.
- Pozdrawia Cię. – powiedziałam i zasłoniłam mu usta dłonią. – Wróci dopiero za dwa dni. Hihihi, mamy być grzeczni podczas Jego nieobecności.
Louis zaśmiał się we wnętrze mojej dłoni. Oderwał ją od swoich ust i pocałował.
- To co? Oglądamy? – powiedziałam z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Jasne, dlatego specjalnie włączyłem Twój ulubiony film. – stwierdził i usadził mnie sobie wygodniej na kolonach.
Na ekranie Mila Kunis z Justinem Timberlakiem również siedzieli na kanapie i pili piwo. Spojrzałam wymownie na Lou, który sięgnął po butelkę soku stojącą na stole.
- Serio? – powiedziałam i uniosłam brwi.
- Kochanie, symboliczny kieliszek szampana Ci wystarczy .. a zapomniałbym jeszcze piłaś drugi kieliszek z Mel i trzeci ze mną. Tyle Ci wystarczy. Zresztą alkoholu nie powinno się mieszać.
- No dobra, dobra.. Spokojnie mój aniele stróżu. Daj mi ten sok.
Resztę filmu oglądaliśmy w spokoju, bez kłótni, jednak co chwilę zanosiliśmy się śmiechem. Film się skończył, a ja jak zwykle miałam łzy w oczach. Jedna mi z nich wypłynęła. Zobaczyłam kątem oka, że Lousi’owi też błyszczy się policzek. Zauważył, że na niego patrzę. Zaśmiał się lekko i otarł swoje łzy. Potem pocałował mnie w wilgotne od łzy miejsce na policzku. Trochę ścierpłam, więc Louis zsunął się głębiej na kanapie, ja siedziałam pomiędzy jego nogami, a plecy miałam oparte o brzuch mojego chłopaka. Chwyciłam koc, który był przewieszony przez oparcie i przykryłam nas. Lou wyłączył telewizor, ułożył się wygodnie i przytulił mnie mocno do siebie.
- Dobranoc moje największe szczęście – powiedział i pocałował mnie w czubek głowy.
Spojrzałam na niego śpiącym wzrokiem.
- Kocham Cię Louis – powiedziałam, jakby przez sen i zamknęłam oczy.
- Ja Ciebie też – usłyszałam szept i odpłynęłam.
 
                                                                         ***


Gdy się obudziłam było już jasno. Przeciągnęłam się lekko, żeby nie zbudzić Louis’a. Spojrzałam na niego, okazało się, że jednak nie spał tylko na mnie patrzył i głaskał po włosach.
- Dzień dobry kochanie – powiedział i pocałował mnie w usta.
- Cześć Loui – uśmiechnęłam się.
- Jak się spało mojej ślicznej księżniczce?
- A dobrze, dobrze – zaburczało mi głośno w brzuchu.
- Hihihi – zachichotał Louis. – Jemy?
- Tak – powiedziałam i wyszczerzyłam zęby w uśmiechu. Usiadłam, wyplątawszy się z objęć Louis’a. Tymczasem on wstał, przeciągnął się i poszedł do kuchni. Ogarnęłam się trochę i też się podniosłam. Na blacie leżał mój telefon. Włączyłam go. Zobaczyłam, że mam nieodebrane połączenie od nieznanego numeru. Włączyłam dźwięk, zablokowałam klawiaturę i położyłam komórkę na blacie. Chwilę później usłyszałam moją ulubioną piosenkę i wibracje telefonu. Spojrzałam na ekran. To znowu ten numer.
- Halo? – spytałam, odebrawszy połączenie.
- Emilka? – usłyszałam po drugiej stronie obcy, a zarazem bardzo znajomy głos.
- Babcia Janka? – krzyknęłam zdziwiona, uzmysłowiwszy sobie z kim rozmawiam. – To Ty?
- Tak wnusiu – powiedziała babcia i się zaśmiała. – Znalazłam Twój nowy numer po długich poszukiwaniach. Oczywiście zapomniałam gdzie włożyłam karteczkę z nim. Ale wróćmy do rzeczy. Wczoraj miałaś urodziny. Dzwonię, żebyś sobie nie pomyślała, że zapomnieliśmy o Tobie z dziadkiem Frankiem, złotko.
- Oh babciu, dziękuję za pamięć. No tak, od wczoraj mam osiemnaście lat!
- Wiem słoneczko. Poczekaj, dam Ci dziadka, bo chce z Tobą rozmawiać.
- Dobrze babciu. Kocham Cię mocno i dziękuję za pamięć!
- Ja Ciebie też wnusiu. Daję Ci dziadka.
- Okej – odpowiedziałam i nastała cisza.
Spojrzałam na Louis’a, który, jakby nic nie widząc i nic nie słysząc, robił nam śniadanie.
- Emilko, wszystkiego najlepszego z okazji urodzin – usłyszałam głos mojego ukochanego dziadka. – Moja mała wnusia nie jest już taka mała.
- Dziadziusiu! – krzyknęłam do słuchawki. – Jak ja Was dawno nie widziałam.. Stęskniłam się! I dziękuję bardzo za życzenia.
- Nie ma za co słoneczko. Kiedy do nas przyjeżdżasz?
- Na samym początku wakacji. Po otrzymaniu wyników i rekrutacji na studia.
- Czyli tak mniej więcej za dwa tygodnie?
- Tak. W końcu będę jadła normalne obiady, bo wiesz jak to jest z taty pracą..
- No wiem, wiem. A gdzie ten Twój ojciec teraz jest? Znowu w kancelarii?
- Tak, w swojej ‘mobilnej’ kancelarii. Jest gdzieś u klientów.
- I zostawia swoją młodą, jedyną córkę samą. Ahhh, ten Michael. Co Twoja matka w nim widziała..
- Dziadku, nie mów tak. Wolę, jest jak jest. Nie chciałabym siedzieć cały dzień na jakiejś brudnej ulicy i śpiewem zarabiać na życie – powiedziałam naburmuszona. – Zresztą nie jestem sama. Louis ze mną jest.
- Ten Louis? Cały czas?
- Tak dziadku. To jest miłość. To samo potężne uczucie, które połączyło mamę i tatę.
- Oj dobrze wnusiu. Zapisz sobie numer babci, z którego mówię i daj nam znać kiedy przyjedziesz.
- Jasne dziadku! Ucałuj babcię. Kocham Was! I dziękuję bardzo za pamięć.
- Nie ma za co Emilko. Kochamy.
Rozłączyłam się.

_______________________________________________________________

oto przed Wami długo oczekiwany rozdział 6. :DD
bardzo Was przepraszam, że tak długo, ale brałam udział w konkursie wojewódzkim z polskiego. ;pp dostałam się do etapu rejonowego, ale dalej poległam.. /: musiałam przeczytać 10 książek. *o*
ale na szczęście teraz mam więcej czasu i obiecuję, że nie będę Was tak bardzo zaniedbywać. ;)
w międzyczasie siostry Directioner poprosiły mnie, żebym napisała dla nich parę imaginów. tak im się spodobały, że stwierdziłam, że założę bloga i będę je tam wrzucać. :33 wszystkiego się tam dowiecie, zapraszam do czytania. ;) 
imaginationiseverythingihave.blogspot.com
tutaj następny rozdział dodam jeszcze w tym roku. xd
buziaczki i enjoy! :** ♥

poniedziałek, 23 grudnia 2013

ROZDZIAŁ 5

W drodze powrotnej cały czas śpiewaliśmy z radiem i płytami Louis’a. zaczęło się ściemniać kiedy dojechaliśmy do mojego domu. Lou wjechał na podjazd i zaparkował. Przekręcił kluczyk i spojrzał mi w oczy. Zobaczyłam w nich podekscytowanie. Przekrzywiłam głowę i spytałam:
- Co Ty kombinujesz kotek?
- A nic. Tak się tylko cieszę, że jesteś tu ze mną. Przecież znasz mnie, a ja zawsze mam uśmiech przylepiony do twarzy. – odpowiedział i wyskoczył z auta.
Podszedł od mojej strony i otwarł mi drzwi. Odpięłam się, obróciłam na fotelu i spojrzałam na niego.
- Kocham Cię, wiesz o tym, prawda? – spytałam.
Louis przykucnął przy mnie i chwycił za dłoń. Pocałował ją i pomógł mi wysiąść z auta. Objął mnie wtedy w pasie i spojrzał głęboko w oczy.
- No oczywiście, że wiem. Przecież ja też Cię kocham. – powiedział i pocałował mnie namiętnie.
Gdy się od siebie oderwaliśmy, z trudem łapaliśmy oddechy. Louis chwycił mnie za rękę i podreptaliśmy do mojego domu. Wyjęłam klucze i otwarłam drzwi. Weszłam do domu i powiodłam palcami po ścianie w poszukiwaniu włącznika światła. Jednak ono włączyło się samo.
- Wszystkiego najlepszego!!! – rozległo się na cały dom.
Przede mną stali moi znajomi ze szkoły, kumple Lou i moja najlepsza przyjaciółka Melanie. Podbiegła do mnie.
- Ten Twój Louis to jest jednak genialny. Wszystkiego naj kochanie! – powiedziała, przytuliła mnie do siebie, tym swoim niedźwiedzim uściskiem i pocałowała w policzek.
Ja tymczasem stałam i nie mogłam z siebie słowa wydusić. Poczułam jak Louis obejmuje mnie od tyłu.
- Podoba Ci się niespodzianka? – spytał z ledwie wykrywalnym zaniepokojeniem w głosie.
- Ja… ja… ja… nie wiem co mam powiedzieć – wyjąkałam. – Jesteście wspaniali! Dziękuję!
Wszyscy zaczęli się śmiać. Mój chłopak także. Poczułam, że się rozluźnił. Ktoś włączył muzykę.
- Chodź Emi, pójdziesz się przebrać – powiedziała Melanie, wyrywając mnie z uścisku Louis’a.
- Idź skarbie. Ja się będę gdzieś tu kręcił.
Mel pociągnęła mnie za rękę i zaprowadziła na górę do mojego pokoju. Na moim łóżku zobaczyłam prezent zawinięty w papier, w kolorowe serduszka.
- Odpakuj. Powinien Ci się spodobać – powiedziała moja przyjaciółka i wskazała na łóżko.
- Jejku Mel, to od Ciebie? Przecież wiesz, że nie musiałaś! – zawołałam z przejęciem.
- Nie gadaj tylko otwieraj! – zakrzyknęła ze zniecierpliwieniem.
Chwyciłam paczkę i zaczęłam ostrożnie zdejmować papier. W środku zobaczyłam śliczną  sukienkę w kwiaty. Pisnęłam i rzuciłam się przyjaciółce na szyję.
- Melanie, kochanie, dziękuję!
- Oj nie musisz dziękować, to przecież przyjemność mała!
- Ej, jestem tylko pięć miesięcy młodsza – zrobiłam smutną minkę.
- Kochanie moje, jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Mogłabyś być nawet rok młodsza, ale i tak będę Cię kochać. – przytuliła mnie mocno i pocałowała w usta.
- Bleeeee.. – odskoczyłam od niej i wytarłam się.
- Hahahahahahahaha.. – zaśmiała się. – Przebierz się, a ja pójdę na dół zobaczyć jak się bawią na Twojej imprezie.
- Okej – powiedziałam.
Melanie pocałowała mnie w policzek i wyszła z pokoju. Usiadłam na łóżku.
- Jeju.. Mam już osiemnaście lat. – powiedziałam do siebie i westchnęłam głęboko.
Nagle usłyszałam miauczenie. Willy wskoczył mi na kolana.
- Co kochany? – powiedziałam do niego i zaczęłam głaskać po szarym, puchatym łebku. – Twoja pancia ma dzisiaj urodzinki, wiesz?
W odpowiedzi polizał mnie po twarzy.
- Hej! – krzyknęłam ze śmiechem. – Muszę się ubrać i pomalować kotek.
Zdjęłam go ze swoich kolan i postawiłam na łóżku. Chwyciłam sukienkę i poszłam do łazienki. Przebrałam się i wróciłam do mojego pokoju. Stanęłam przed moim wielkim lustrem. Sukienka, którą dostałam od Mel leżała przepięknie. Założyłam moje ulubione czarne koturny. Rozpuściłam włosy i potrząsnęłam głową żeby jakoś się ułożyły. Spojrzałam jeszcze raz w lustro, wzięłam błyszczyk i pomalowałam usta. Pogłaskałam Willy’ego, wzięłam głęboki oddech i zeszłam na dół po schodach. Za zakrętem zobaczyłam moje koleżanki z klasy, które na nich siedziały. Stanęłam obok nich. Uściskały mnie i złożyły mi życzenia. Z tłumu wypatrzył mnie Louis. Uśmiechnął się szeroko, a jego oczy rozjaśniły wesołe iskierki. Przeprosiłam moich znajomych i nagle obok mnie znalazł się Lou. Objął mnie w pasie i wtulił w mój bok.
-Pięknie wyglądasz kochanie. – mruknął mi do ucha.
-A dziękuję. – powiedziałam i cmoknęłam go w usta.
Obrócił mnie przodem do siebie i mocno mnie przytulił. Po chwili patrzenia w moje oczy pocałował mnie namiętnie. Nagle ze wszystkich stron nasi znajomi zaczęli śpiewać ‘sto lat’. Louis oderwał się ode mnie i dołączył do nich. Usłyszałam jego piękny, delikatny głos. Gdy skończyli nastała cisza.
- Dziękuję Wam, kochani. – powiedziała ze wzruszeniem. – to przyjęcie jest najlepszym prezentem jaki mogliście mi dać.
- Myślisz, że na tym kończą się niespodzianki? – krzyknęła Mel i wskazała ręką na stół. Stał tam wielki tort i cała góra prezentów. Zasłoniłam usta dłonią.
-Jejku, dziękuję Wam! Bawcie się dobrze kochani!
Ktoś puścił znowu muzykę i wszyscy zaczęli tańczyć. Podeszłam do stołu i pokroiłam tort. Louis podstawiał mi talerzyki, a ja nakładałam na nie kawałki ciasta. Po toaście poszłam z Louis’em na parkiet. Tańczyłam na zmianę z nim i z naszymi przyjaciółmi. Bawiliśmy się tak do północy. Moi znajomi pozbierali się powoli i poszli do domów. Zostali tylko Melanie i Louis, którzy pomogli mi sprzątać. Później odprowadziliśmy Melkę do jej domu. Ucałowała mnie jeszcze raz i weszła do siebie.
Wróciliśmy powoli do mnie. Było ciemno, ale się nie bałam. Stanęliśmy przed moim domem. Louis chwycił mnie za ręce i położył je na swoich barkach. Spojrzał mi głęboko w oczy i namiętnie pocałował.


___________________________________________

przepraszam Was, że dopiero teraz dodaję kolejny rozdział, ale ostatnio mam mało czasu na pisanie.. /: mam nadzieję, że się Wam spodoba.. ;pp miłego czytania Miśki!! <33

sobota, 19 października 2013

ROZDZIAŁ 4

- Kochanie – usłyszałam szept i poczułam usta Louis’a na policzku.
Mruknęłam i otwarłam oczy. Od razu zamknęłam je z powrotem, bo poraziło mnie jasne światło. Po chwili otwarłam je ostrożnie i zobaczyłam twarz Louis’a.
- Witaj na plaży w Lowestoft, kochanie. – uśmiechnął się i pokazał ręką przestrzeń za sobą.
Spojrzałam w dal. Znajdowaliśmy się na wąskiej, ale uroczej plaży o jedwabistym, prawie białym piasku.
- O matko, Louis, skąd wiesz o tym miejscu? – spytałam się ze zdziwieniem, wychodząc z samochodu.
Przeszłam parę kroków do przodu. Usłyszałam trzask zamykanych drzwi. Obróciłam się i wykrzyknęłam:
- Tu jest po prostu pięknie! I podbiegłam do Lou i wskoczywszy na niego, zaczęłam go namiętnie całować.
Po chwili oderwaliśmy się od siebie. Spojrzałam w jego piękne oczy i dostrzegłam w nich miłość i troskę. Uwielbiam te uczucia. Przytulił mnie mocno jeszcze raz i postawił na ziemi.
- Idź, wybierz jakieś miejsce, usiądź sobie tam i poczekaj na mnie – powiedział i cmoknął mnie w usta.
- Okej. – uśmiechnęłam się do niego i poszłam na piasek.
Po chwili zobaczyłam wielki, powyginany konar drzewa. Sprawdziłam czy jest suchy. Na szczęście był. Uśmiechnęłam się i przycupnęłam na nim. Schyliłam się i nabrałam piasku w dłonie. Był taki delikatny. Najchętniej zdjęłabym buty i zanurzyła w nim stopy, lecz było trochę zbyt zimno żeby mogła sobie na to pozwolić. Nie mogę się przecież rozchorować na koniec roku szkolnego.
- Emily! – wyrwało mnie z rozmyślań wołanie Louis’a. – Emi!
- Tutaj! – krzyknęłam i pomachałam mu ręką.
Gdy mnie zobaczył, uśmiechnął się i podszedł do konaru.
- Jakie śliczne miejsce wybrałaś – powiedział. – Potrzymasz to przez chwilkę? – spytał.
- Jasne – odrzekłam i wzięłam od niego koszyk.
Korciło mnie żeby zajrzeć do środka, ale chciałam by przekąski Louis’a były dla mnie niewiadomą. Popatrzyłam jak mój chłopak rozkłada wielki koc w czerwoną kratę. Po chwili skończył, wziął ode mnie koszyk i wyciągnął rękę w moją stronę.
- Lady? – zapytał i pochylił się do przodu.
Chwyciłam jego dłoń i pozwoliłam żeby poprowadził mnie do koca. Ułożyłam się wygodnie. Na przeciwko mnie usiadł Louis. Spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się szeroko. Postawił przed sobą kosz i zaczął wyjmować z niego różne rzeczy.
-No to co my tu mamy? – zapytał, zatrzepotał rzęsami i zaczął mówić z francuskim akcentem. – Widzę tu termos z kawą, babeczki z budyniem domowej roboty, truskawki w trzech rodzajach czekolady, owoce leśne oraz Twoje ulubione krówki mojej mamy.
- O matko! Ty chcesz mnie chyba utuczyć i sprawić, że będę odrażająca!
- Ależ nie kochanie, przecież dzisiaj masz urodziny i masz prawo świętować je ze swoim chłopakiem, prawda? – spytał i zaczął mnie łaskotać.
- Ty łobuzie. – wykrzyknęłam pomiędzy napadami śmiechu. – A co z przyjaciółkami? Melanie pewnie się martwi.
- Nie, ona też wie. Możesz spotkać się z nią jeszcze dzisiaj. – zaproponował.
- Aha, to okej. – uśmiechnęłam się usatysfakcjonowana.
- Dobra, jak już wszystko ustaliliśmy to możemy jeść. Tak więc danie specjalne naszego dzisiejszego pikniku toooo…. – zrobił chwilę przerwy. – MARCHEWKI!!!
- Łał.. To mnie teraz zaskoczyłeś. – powiedziałam.
- A co? Już nie lubisz marchewek? – spytał ze smutną miną.
- Oj Lou, jasne, że lubię. – wykrzyknęłam i wpełzłam mu na kolana. – Przecież co innego niż marchewki mógłby jeść mój książę? – spytałam retorycznie i pocałowałam go w policzek.
- Hmm... W sumie to chyba nie wiem. Kocham marchewki i dziewczyny jedzące marchewki. – powiedział.
Uśmiechnęłam się i powiodłam palcami po jego idealnie wykrojonych różowych wargach, a on przejechał mi swoją delikatną dłonią po policzku. Po chwili Louis zsunął mnie ostrożnie ze swoich kolan.
- Poczekaj chwilkę skarbie, muszę skoczyć na chwilę do samochodu.
Wstał i pobiegł w stronę auta. Pięć minut później wrócił z gitarą.
- Ojejku, Louis, będziesz dla mnie grał? – spytałam z zachwytem.
- Tak kochanie, dla Ciebie wszystko. – powiedział i wyjął gitarę z futerału.
Chwycił kostkę i trącił struny, by sprawdzić czy nie wydają fałszywych dźwięków; grała czysto.
- Co chcesz żebym Ci zaśpiewał kochanie? – spojrzał na mnie i uniósł delikatnie kąciki ust.
- Louis – powiedziałam z uczuciem – nie ważne co mi zagrasz. Ważne, że Ty to zagrasz.
- Jej.. Twoje słowa mnie wzruszają. Ale wiesz przecież, że ja nie umiem dobrze grać. – powiedział i zrobił smutna minkę.
Uśmiechnęłam się w taki sposób, który mógłby roztopić górę lodową.
- Okej. – wyszczerzył zęby.
Ułożył palce na gryfie i trącił struny. Melodia, która wydobywała się spod jego delikatnych, zwinnych palców nie była mi znana. Po chwili Lou zaczął śpiewać o miłości. Domyśliłam się, że po prostu śpiewał o naszych uczuciach. Położyłam się koło niego, zamknęłam oczy i skupiłam się na granych przez niego dźwiękach. Louis zmieniał parę razy melodię i słowa. Śpiewał jakąś znaną piosenkę, ale jej nie pamiętałam.
W pewnej chwili zasnęłam. Przynajmniej tak mi się wydawało, bo obudziłam się w ramionach Lou. Uniosłam się lekko i wtuliłam plecami w jego umięśniony brzuch.
- Jeju, przepraszam Cię skarbie, ale … - zaczęłam się tłumaczyć.
- Spokojnie Emily, przecież wiesz, że uwielbiam patrzeć jak śpisz. – przerwał mi o pocałował we włosy. – Chcesz coś zjeść?
- Z przyjemnością. – powiedziałam ziewając.
Pocałował mnie w usta. Następnie podał mi babeczkę i marchewkę.
Siedzieliśmy zrelaksowani na plaży i cieszyliśmy się swoją obecnością. Słońce, które nie dawno było wysoko nad nami, majaczyło się już powoli za chmurami. Z naszych łakoci zostały tylko dwie babeczki i trzy krówki. Oczywiście Louis nie mógł zostawić żadnej marchewki, bo serce go boli jak marnują się świeże warzywa.
- Kochanie, ja się zdążę spotkać dzisiaj z Mel? – spytałam spoglądając na niego.
- Jasne, że tak. – powiedział i pocałował mnie w usta.
Podniosłam się i pomogłam mu wstać. Pozbieraliśmy nasze rzeczy do koszyka, chwyciłam koc, a Lou gitarę. Złapał mnie za rękę i poprowadził do samochodu. Stanęłam na skraju plaży i pocałowałam go namiętnie.
- Dziękuję Ci kochanie za taki piękny prezent.
- Proszę Emily. To dla mnie czysta przyjemność.
Doszliśmy do samochodu i włożyliśmy do bagażnika nasze rzeczy.


_______________________________________________

W końcu dodałam czwarty rozdział.. przepraszam Was, że tak długo musieliście czekać, ale szkoła, wyjazdy, nauka i btw... komentujcie proszę! ♥ ;***

piątek, 20 września 2013

ROZDZIAŁ 3

Byłam ciekawa gdzie Lou mnie zabiera. Jechaliśmy już przecież dobrą godzinę. Na szczęście samochód miał dobre nagłośnienie i podgrzewane siedzenia. Na dworze zrobiło się chłodno, więc dobrze, że posłuchałam Louis’a i zmieniłam rajstopy oraz spódniczkę na dresy. Za moim oknem przewijały się rozmaite drzewa. Oparłam nogi o deskę rozdzielczą. Oczywiście Lou, jak to facet, zaczął robić mi wykład, że pobrudzę mu samochód, który kupił za osobiście zarobione pieniądze. Zsunęłam więc trampki ze stóp i pocałowałam go w policzek. Spojrzał na mnie wilkiem, lecz po chwili jego twarz rozjaśnił uśmiech. Lou nie umiał się długo gniewać. Bo z natury był optymistą i bardzo lubił żartować. Często opowiadał kawały, ale nigdy nie słyszałam od niego dwa razy tego samego żartu. Nie wiem skąd on je wszystkie bierze. Możliwe, że czasem idzie na żywioł i sam je wymyśla.
- Wygodnie Ci kochanie? – spytał Louis z troską w oczach.
- Tak skarbie, wszystko w najlepszym porządku – powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.
- Pośpiewamy? – zakrzyknął i wyszczerzył zęby.
- Z Tobą? Zawsze! – chwyciłam za pokrętło i zmieniłam stację. Przejechałam około dwudziestu i zatrzymałam się. Pogłośniłam i zaczęłam słuchać mojej ulubionej piosenki Pitbulla „Hey Baby”. Kiedy raper zaczął śpiewać refren, dołączyliśmy to niego z Louis’em. Uwielbiam gdy mój chłopak śpiewa. Ma taki delikatny i wysoki głos. Pamiętam, że kiedy byliśmy mali, siostra Anne namówiła mnie do śpiewania w chórze dziewczęcym. Louis ze swoim wysokim głosem nie pasował do chłopięcego, więc chodził na próby ze mną. Trochę się baliśmy, bo byliśmy najmłodsi i zawsze trzymaliśmy się za ręce. Uśmiechnęłam się.
- Co Ci tak wesoło Emily? – spytał Louis wyrywając mnie z zamyślenia.
- A wspominam właśnie stare dobre czasy.
- Hmm.. – zadumał się – a które jeśli mogę wiedzieć?
- Nasze początki w chórku kościelnym – spojrzałam na niego i wybuchnę łam śmiechem. – Pamiętam, że byłeś bardzo nieśmiały i odezwałeś się do mnie dopiero po dwóch dniach.
- Ano tak, byłem bardzo nieśmiały. – spojrzał mi w oczy – dopiero Ty, Emily, mnie otwarłaś.
Chwyciłam jego dłoń i popatrzyłam na niego z miłością. Jechaliśmy teraz po jakimś pustkowiu, więc Lou mógł sobie pozwolić na chwilę nieuwagi. Podniósł moją rękę i pocałował opuszki moich palców.
Resztę drogi jechaliśmy słuchając muzyki, śpiewając i co chwila zmieniając stację. W pewnym momencie zadzwonił mój telefon. To był tata.
- Cześć tatusiu! – powiedziałam do aparatu, odebrawszy połączenie.
- Wszystkiego najlepszego córeńko! – wyśpiewał mi tata. Zauważyłam, że Louis uśmiechnął się pod nosem.
- Co wy kombinujecie? – skierowałam pytanie do nich obu.
Kąciki ust mojego chłopaka uniosły się jeszcze bardziej.
- Nie wiem skarbie co Louis planuje, ale Cię kocha i będziesz z nim bezpieczna. – widziałam, że zaczął się uśmiechać. – Do zobaczenia w po… Wkrótce.
- Kiedy? Tato? Halo? – zaczęłam dopytywać, ale się rozłączył.
Odsunęłam aparat od ucha i spojrzałam na Louis’a. On jakby nie widząc i nie słysząc tego co zaszło przed chwilą, patrzył z premedytacją na jezdnię.
- Aha…. – stwierdziłam i z obrażoną miną spojrzałam za okno.
Siedziałam tak przez jakieś dziesięć minut. Po tym czasie poczułam na swoim ramieniu jego dużą dłoń.
- Kochanie moje, to ma być niespodzianka, no. – powiedział i zrobił minę słodkiego, zbitego szczeniaczka.
Spojrzałam na niego wymownie.
- Pamiętaj tylko, że w poniedziałek mam sprawdzian z angielskiego, na który nic nie umiem. Aha i jeszcze kartkówkę z francuskiego.
- Emily, przecież z angielskiego jesteś najlepsza w szkole, a francuski uwielbiasz, więc nauka przychodzi Ci bardzo łatwo.
- No tak szczególnie wtedy gdy nie mam się z czego uczyć. – uśmiechnęłam się fałszywie i przewróciłam oczami.
- Ehh.. Zajrzyj do schowka. – rzucił z rezygnacją.
Zrobiłam co kazał. Zobaczyłam tam moją książkę do francuskiego.
- Ej, co ona tu robi? – chwyciłam podręcznik i otwarłam na pierwszej stronie. Jednak nie widniało tam moje nazwisko, lecz Louis’a.
- Ty też się uczyłeś francuskiego?
- Oui. Je’taime Madame.
- Ja też Cię kocham Lou. – uśmiechnęłam się do niego.
Pochyliłam się i pocałowałam go w policzek. Mój chłopak też się uśmiechnął i spojrzał na GPS-a.
- Za jakąś godzinkę będziemy na miejscu. Potrzebujesz czegoś?
- W sumie musiałabym skorzystać z toalety.
- Okej, to zatrzymam się na najbliżej stacji.
Pięć minut później zobaczyłam znak stacji benzynowej.
- No w końcu – uśmiechnęłam się z ulgą.
Louis skręcił kierownicą i wjechał na stację. Stanął koło sklepiku.
- Nie tankujesz? – spytałam.
Spojrzał na poziom benzyny.
- No rzeczywiście, muszę zatankować. Wysiądź i pójdź do toalety. Będę czekać potem na Ciebie w sklepiku.
Poszłam do łazienki. Załatwiłam się i podeszłam do umywalki.
„O matko, jak ja wyglądam?” pomyślałam i zdjęłam gumkę i przeczesałam palcami włosy. Podniosłam je i z powrotem związałam w wysoką kitkę. Poprawiłam ją i obmyłam twarz wodą. Umywszy ręce, wyszłam z ubikacji. Przy sklepiku zobaczyłam Lou, który stał z papierowym kubkiem od kawy w ręce. Gdy do niego podeszłam, pocałował mnie. Poczułam na ustach smak kawy i karmelu.
- Ooo… Masz moją ulubioną kawę! – krzyknęłam i odebrałam mu kubek.
- No oczywiście Emily. – powiedział i pocałował mnie w czoło. – Upiłem dopiero ze dwa łyki.
- Hyhy, w porządku – rzuciłam, otwierając drzwi i wsiadając do samochodu.
Zapięłam pasy i znowu napiłam się kawy.
- Mmm.. – rozmarzyłam się.
Po chwili Louis siedział koło mnie. Przypiął się i ruszył.
- Więc za godzinkę będziemy na miejscu.
-Okej. – odpowiedziałam i ziewnęłam.
Odłożyłam kubek na podstawkę, ułożyłam się na siedzeniu i zamknęłam oczy.

__________________________________

przepraszam, zaniedbałam Was trochę.. /: jeśli nie będę miała dużo zadań domowych i wgl, to będę raz w tygodniu dodawać jeden lub dwa rozdziały. C:
tak więc 3 rozdział już za mną. :33
czytajcie i komentujcie, pls. ;**
buziaczki i miłego weekendu! <3

niedziela, 15 września 2013

ROZDZIAŁ 2

Jak każdego poranka obudziły mnie rytmy mojej ulubionej piosenki. Wokalista Maroon 5 śpiewał właśnie refren, gdy założyłam okulary i wyłączyłam budzik. Usiadłam na łóżku i prawie zrzuciłam z niego mojego kota Willy’ego. Złapawszy go, przytuliłam do siebie, zaczęłam całować po mordce i przepraszać. Willy polizał mnie po twarzy, wyrwał z mojego uścisku i położył się obok moich nóg. Przeciągnęłam się, wzięłam mój telefon i poszłam do łazienki. Tam wymieniłam okulary na soczewki i spojrzałam w lustro. Lepiej mi było bez ‘denek od butelek’, jak je nazywał tata. Obmyłam twarz, zrobiłam delikatny makijaż i umyłam włosy. Zrobiłam na głowie turban z ręcznika i wróciłam do mojego pokoju. Przeszłam do garderoby i ubrałam się kolorowe rajstopy, dżinsową spódniczkę i czarną bluzkę. Wróciłam do łazienki, zdjęłam ręcznik z głowy i wysuszyłam włosy. Spięłam grzywkę na lewo i wyszłam z pomieszczenia. Podeszłam do biurka i chwyciłam plan. Dzisiaj jest fizyka.. Brrrr… Facet od fizyki jest w sumie niczego sobie, ale przedmiot jest straszny. Te wszystkie prądy, nie prądy i inne. Okropne. No ale cóż. Spakowałam torbę i zbiegłam na dół po schodach. Weszłam do kuchni i rzuciłam ją na krzesło.
-Tato! – krzyknęłam, gdyż spodziewałam się, że jeszcze Go zastanę, jednak nie usłyszałam odpowiedzi.
Przy lodówce zobaczyłam pieniądze zawinięte w karteczkę. Wzięłam ją do ręki.
Oczywiście nie mogłam się doczytać co było na niej napisane. Mój tata mógłby być lekarzem z takim pismem. Chyba było tam napisane: ‘kup coś’. Pomyślałam, że tata kazał mi zrobić zakupy. Sięgnęłam po torbę i włożyłam kartkę z pieniędzmi do portfela. Po chwili zajrzałam do naszej lodówki. Zobaczyłam tam tylko dwa jajka, trochę sera oraz szynki, która powoli zaczynała już pełzać, mleko i sok pomarańczowy. Wyjęłam mleko i postawiłam za blat. Karton nie był zbyt ciężki, więc spodziewałam się, że starczy mi go tylko do kawy.
- Oj muszę pojechać po zakupy – powiedziałam sama do siebie i otwarłam szafkę. Wyjęłam z niej mój ulubiony kubek z wierzą Eiffla i wstawiłam wodę na kawę. Usłyszałam za plecami miałczenie kota.
- Chodź do mnie Willy – zawołałam i wzięłam go na ręce. Na moje szczęście jest on bardzo cierpliwy i uwielbia być w centrum uwagi, więc moje tarmoszenie sprawia mu przyjemność. Po chwili wygłupów odstawiłam go na podłogę, bo woda zaczęła się gotować. Nasypałam do kubka dwie łyżeczki kawy rozpuszczalnej i zalałam odrobiną wrzątku. Rozmieszałam, a później dodałam cukru i mleka. Czekając aż kawa trochę ostygnie, podeszłam do wielkiej misy z owocami stojącej na środku blatu, wzięłam czerwoniutkie jabłko i schowałam do torby.
Nakarmiłam Willy’ego i spojrzałam na zegarek. Było wpół do dziewiątej. Dzisiaj miałam luźny dzień i miałam iść do szkoły dopiero na dziesiątą trzydzieści. Objęłam kubek rękoma i poszłam do salonu przed telewizor. Usiadłam na sofie i chwyciłam za pilota. Na jednym z kanałów leciała komedia romantyczna. Po pół godzinie oglądania, siedziałam zaryczana i ocierałam oczy chusteczką. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Podniosłam się i powłócząc nogami po ziemi otworzyłam je. Po drugiej stronie stał uśmiechnięty od ucha do ucha Louis. Zobaczywszy moje łzy, wygiął usta w podkówkę i przytulił mnie mocno, odrywając od ziemi.
- Co się stało? – spytał z przejęciem w głosie. – Ktoś Cię skrzywdził? Powiedz tylko kto, a chirurg mu będzie potrzebny!!
- Nie, nie Lou, spokojnie. Oglądałam romans i płakałam. – spojrzałam mu w oczy i zachichotałam.
- Aha, no to dobrze, ale wiesz, jak coś, to zawsze Ci pomogę Emily. A teraz chodź, popłaczemy sobie razem. – otarł mi łzy i pocałował w czoło.
- Masz mleko? – spytał.
- Tak, mam chyba jeszcze jakieś w spiżarni. – odparłam.
- No to chodź, zrobimy sobie kakałko! – zamknął drzwi wejściowe i powędrował do mojej kuchni.
- Ale Lou, nie mam kakaa.. – zrobiłam smutną minkę.
- Ale ja mam! – okrzyknął, odpiął kurtkę i spod spodu wyciągnął paczkę rozpuszczalnego kakaa.
- Ojej! – klasnęłam w dłonie i podbiegłam do niego.
Stanęłam przed nim, spojrzałam w jego piękne oczy i złożyłam na jego wargach soczystego całusa. Louis odsunął się ode mnie i spytał:
- Wiesz, który dzisiaj jest?
- Eee.. W sumie nie wiem. Chyba pierwszy czerwca. – wzruszyłam ramionami.
- Nie prawda, bo czwarty! Masz dzisiaj urodziny! – podskoczył i uśmiechnął się szeroko.
Spojrzałam na niego z dziwną miną. I nagle zorientowałam się, że te pieniądze od taty były dla mnie na prezent. Ale czy na pewno?
- Jak to? Ja mam dzisiaj urodziny? To niemożliwe, nie zapomniałabym o swoim święcie. Prawda…? – zapytałam niepewnie.
- No to widzisz kochanie, wychodzi na moje, że masz krótką pamięć. – powiedział i wyszczerzył zęby.
Zamachnęłam się na niego, ale zrobił unik. Chwycił mnie w pasie i złożył na moich ustach namiętny pocałunek. Po chwili oderwaliśmy się od siebie, z trudem łapiąc oddech. Spojrzałam
w jego piękne oczy i ujrzałam w nich uczucie, uczucie, od którego nie jednej dziewczynie mięknął nogi. Mi właśnie zmiękły.
- Porywam Cię dzisiaj na cały dzień! – zakrzyknął i ukazał rząd swoich białych prostych zębów.
- Jak to? – zdziwiłam się. – A co ze szkołą?
- Gadałem wieczorem z Robertem, który zadzwonił dzisiaj rano do szkoły i powiedział, że Cię nie będzie, bo źle się czujesz. Twój tata mnie lubi i wie, że mi na Tobie zależy więc zgodził się bez wahania. – dokończył Lou i uśmiechnął się z wyższością. – Powiedział, że ma dużo pracy i kazał mi Cię przeprosić, wycałować i obiecać, że do Ciebie zadzwoni.
Spojrzałam na niego z ukosa. To dobrze, że Lou ma swobodne relacje z moim tatą, ale to było ździebko dziwne. Ja czułam się dziwnie. Chociaż lepsze to, od kłótni o jedyną córkę i miłość swojego życia. Zaśmiałam się szczerze i dałam mu całusa w usta.
- Tak więc gdzie mnie porywasz mój książę?
- A nie powiem Ci, skarbie! – zrobił tajemniczą minę. – Wyglądasz ślicznie w tej spódniczce, ale ubierz się wygodniej kochanie.
- Okej – pocałowałam go, zabrałam swoją torebkę z krzesła i pobiegłam na górę.
Weszłam do garderoby. Podeszłam do komody i wygrzebałam z niej moja ulubione grafitowe dresy ze ściągaczami przy kostkach. Potem podeszłam do mojego łóżka i wyjęłam spod poduszki dużą bluzę Louis’a. chowałam ją tam na chłodniejsze lub samotne wieczory z kakałkiem i płaczliwym romansem. Wzięłam ciuchy i weszłam do łazienki. Przebrałam się i związałam włosy w koński ogon. Poprzednie ubranie włożyłam z powrotem do garderoby. Wzięłam jeszcze plecak, przełożyłam z torebki portfel, dokumenty, słuchawki i chusteczki. Włożyłam telefon do kieszeni i zbiegłam do Lou. Zastałam go śmiejącego się podczas zabawy z Willy’m. Podeszłam do nich i podrapałam kota po łebku. Gdy Louis zobaczył mnie w swoim ubraniu, uśmiechnął się.
- Widzę, że moja śliczna księżniczka moją bluzę. – uśmiechnął się, pocałował mnie w usta i postawił mojego kota na ziemię. – Po drodze wjedziemy jeszcze do sklepu.
- Okej. – powiedziałam i pogłaskałam Willy’ego.
Gdy podeszliśmy do drzwi, schyliłam się żeby założyć buty. Wzięłam klucze z wieszczka, chwyciłam Lou za rękę i wyszliśmy z mojego domu, zamykając za sobą drzwi. 


________________________________


tak więc drugi rozdział za mną. :D następny postaram się dodać jak najszybciej. :33 zapraszam Was serdecznie do czytania i komentowania. <33