Mój tata odkąd pamiętam, wychowywał mnie sam. Moja mama
zmarła gdy byłam mała, więc nawet jej nie pamiętam. Ojciec jednak nigdy nie
zastąpi matki i na początku było mu trudno. Nie wiedział nic na temat
„matkowania”. Nie musiał już karmić mnie piersią, ani zmieniać mi pieluch, ale
jak pogodzić pracę i brak kobiety z opieką nad mały dzieckiem? Moja mama była
głęboko wierzącą chrześcijanką i przyjaźniła się z proboszczem miejscowego kościółka.
Po jej śmierci ksiądz bardzo się zasmucił, postanowił pomóc mojemu tacie, więc
poprosił swoją siostrzenicę, żeby zajęła się mną i naszym domem. Mój tata był
im bardzo wdzięczny, ponieważ pracował całymi dniami. Był prokuratorem, więc
ciągle siedział w swojej kancelarii. Potrafił wyjeżdżać o 3 w nocy, gdy został
wezwany do jakiegoś morderstwa. Spędzaliśmy razem niewiele czasu. Rzadko
zdarzało się, żeby tata miał wolne weekendy, ale jeśli już się takowy zdarzył,
wyjeżdżaliśmy razem do naszego małego domku letniskowego pod Londynem.
Mój tata nie był wierzący, ale Nancy, siostrzenica księdza, tak. Śpiewała nawet w kobiecym chórze kościelnym. Próby odbywały się codziennie z występem w niedzielę. Mój tata pracował całymi dniami, więc Nancy zabierała mnie ze sobą na próby, które trwały nawet 3 godziny. Odbywały się one w kościele. Chór stał przy ołtarzu, a ja siedziałam w pierwszej ławce. Byłam wtedy niska, więc machałam nogami siedząc na swoim miejscu. Gdy chór zaczynał śpiewać, usta same mi opadały. Bardzo lubiłam ich słuchać. Raz w tygodniu chór Nancy miał próby z dziewczęcym chórkiem. Śpiewały tam dziewczynki w wieku od siedmiu do trzynastu lat. Ja miałam pięć, więc jeszcze byłam za mała, ale już nie mogłam się doczekać.
Gdy pewnego dnia, jak zwykle siedziałam na próbie kobiecego chóru, wbiegła niska blondynka z małym chłopcem, który speszony biegł koło jej nogi.
- Przepraszam serdecznie siostrę za spóźnienie, ale opiekunka zachorowała, a nie mogłam zostawić mojego synka samego. – kobieta wytłumaczywszy się spuściła głowę.
Siostra Anne pokiwała głową, uśmiechnęła się lekko i podeszła do chłopca. Była duża i wysoka, więc sprawiała wrażenie strasznej, lecz w głębi duszy była pogodną i miłą kobietą.
- Jak masz na imię, kochanie? – spytała siostra Anne z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Louis.. – odszepnął chłopiec i schował się za nogą swojej mamy.
- Usiądź sobie gdzie chcesz, a Twoja mamusia pójdzie ze mną i będzie śpiewać, dobrze?
Chłopiec pokiwał głową.
- słyszałeś kiedyś jak Twoja mamusia śpiewa?
- tak, jak byłem malutki, śpiewała mi kołysanki, żebym mógł zasnąć. – odszepnął.
- Dobrze, to idź sobie usiądź Louis.
Mama zaprowadziła go do ławki po drugiej stronie kościoła i poszła z siostrą Anne do ołtarza. Louis usiadł i tak jak ja zaczął machać nogami, bo nie dosięgał do podłogi chociaż był trochę wyższy ode mnie.
Rozległ się śpiew. Chłopiec spojrzał na swoją mamę, która się do niego uśmiechnęła. On tylko lekko uniósł kąciki ust i zaczął się rozglądać po kościele. Ja siedziałam wpatrzona w niego. Był małym chłopcem, a ja małą dziewczynką, ale spodobał mi się. Miał duże niebieskie oczy, długie jasnobrązowe włosy, jego usta były różowiutkie i idealnie wykrojone. Po chwili zauważyłam, że on też na mnie patrzył. Uśmiechnęłam się do niego i pokiwałam ręką. On wyglądał na zaskoczonego. najwyraźniej nie spodziewał się, że jest tu jeszcze jakieś dziecko prócz niego. W jego oczach zapaliły się wesołe iskierki i też mi pokiwał. Przez następną godzinę uśmiechaliśmy się do siebie.
Następnego dnia Louis również się pojawił, tylko tym razem jednak usiadł obok mnie. Po kilku dniach rozmawialiśmy już jak starzy, dobrzy przyjaciele o różnych rzeczach związanych z przedszkolem, naszymi domami i kolegami z piaskownicy.
Od tamtej pory widywaliśmy się pawie codziennie i byliśmy nierozłączni.
_________________
pierwszy rozdział dodany. :D
obserwujcie mojego bloga i komentujcie go proszę. C:
pozdrawiam! :33
Mój tata nie był wierzący, ale Nancy, siostrzenica księdza, tak. Śpiewała nawet w kobiecym chórze kościelnym. Próby odbywały się codziennie z występem w niedzielę. Mój tata pracował całymi dniami, więc Nancy zabierała mnie ze sobą na próby, które trwały nawet 3 godziny. Odbywały się one w kościele. Chór stał przy ołtarzu, a ja siedziałam w pierwszej ławce. Byłam wtedy niska, więc machałam nogami siedząc na swoim miejscu. Gdy chór zaczynał śpiewać, usta same mi opadały. Bardzo lubiłam ich słuchać. Raz w tygodniu chór Nancy miał próby z dziewczęcym chórkiem. Śpiewały tam dziewczynki w wieku od siedmiu do trzynastu lat. Ja miałam pięć, więc jeszcze byłam za mała, ale już nie mogłam się doczekać.
Gdy pewnego dnia, jak zwykle siedziałam na próbie kobiecego chóru, wbiegła niska blondynka z małym chłopcem, który speszony biegł koło jej nogi.
- Przepraszam serdecznie siostrę za spóźnienie, ale opiekunka zachorowała, a nie mogłam zostawić mojego synka samego. – kobieta wytłumaczywszy się spuściła głowę.
Siostra Anne pokiwała głową, uśmiechnęła się lekko i podeszła do chłopca. Była duża i wysoka, więc sprawiała wrażenie strasznej, lecz w głębi duszy była pogodną i miłą kobietą.
- Jak masz na imię, kochanie? – spytała siostra Anne z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Louis.. – odszepnął chłopiec i schował się za nogą swojej mamy.
- Usiądź sobie gdzie chcesz, a Twoja mamusia pójdzie ze mną i będzie śpiewać, dobrze?
Chłopiec pokiwał głową.
- słyszałeś kiedyś jak Twoja mamusia śpiewa?
- tak, jak byłem malutki, śpiewała mi kołysanki, żebym mógł zasnąć. – odszepnął.
- Dobrze, to idź sobie usiądź Louis.
Mama zaprowadziła go do ławki po drugiej stronie kościoła i poszła z siostrą Anne do ołtarza. Louis usiadł i tak jak ja zaczął machać nogami, bo nie dosięgał do podłogi chociaż był trochę wyższy ode mnie.
Rozległ się śpiew. Chłopiec spojrzał na swoją mamę, która się do niego uśmiechnęła. On tylko lekko uniósł kąciki ust i zaczął się rozglądać po kościele. Ja siedziałam wpatrzona w niego. Był małym chłopcem, a ja małą dziewczynką, ale spodobał mi się. Miał duże niebieskie oczy, długie jasnobrązowe włosy, jego usta były różowiutkie i idealnie wykrojone. Po chwili zauważyłam, że on też na mnie patrzył. Uśmiechnęłam się do niego i pokiwałam ręką. On wyglądał na zaskoczonego. najwyraźniej nie spodziewał się, że jest tu jeszcze jakieś dziecko prócz niego. W jego oczach zapaliły się wesołe iskierki i też mi pokiwał. Przez następną godzinę uśmiechaliśmy się do siebie.
Następnego dnia Louis również się pojawił, tylko tym razem jednak usiadł obok mnie. Po kilku dniach rozmawialiśmy już jak starzy, dobrzy przyjaciele o różnych rzeczach związanych z przedszkolem, naszymi domami i kolegami z piaskownicy.
Od tamtej pory widywaliśmy się pawie codziennie i byliśmy nierozłączni.
_________________
pierwszy rozdział dodany. :D
obserwujcie mojego bloga i komentujcie go proszę. C:
pozdrawiam! :33
ooo... boskie... lou słodki maluszek... kocham tego wariata i twoje opowiadanie... czekam na dalszą część:)
OdpowiedzUsuńjej, dziękuję. ;** a Ty masz swojego bloga? ;pp jeśli tak to z chęcią poczytam. :33
UsuńGenialny kocie <3 ;*
OdpowiedzUsuńjeejciu, dziękuję! ♥ ;*
Usuńfajnyy ;)
OdpowiedzUsuńdziękuję! ;*
Usuń