piątek, 20 września 2013

ROZDZIAŁ 3

Byłam ciekawa gdzie Lou mnie zabiera. Jechaliśmy już przecież dobrą godzinę. Na szczęście samochód miał dobre nagłośnienie i podgrzewane siedzenia. Na dworze zrobiło się chłodno, więc dobrze, że posłuchałam Louis’a i zmieniłam rajstopy oraz spódniczkę na dresy. Za moim oknem przewijały się rozmaite drzewa. Oparłam nogi o deskę rozdzielczą. Oczywiście Lou, jak to facet, zaczął robić mi wykład, że pobrudzę mu samochód, który kupił za osobiście zarobione pieniądze. Zsunęłam więc trampki ze stóp i pocałowałam go w policzek. Spojrzał na mnie wilkiem, lecz po chwili jego twarz rozjaśnił uśmiech. Lou nie umiał się długo gniewać. Bo z natury był optymistą i bardzo lubił żartować. Często opowiadał kawały, ale nigdy nie słyszałam od niego dwa razy tego samego żartu. Nie wiem skąd on je wszystkie bierze. Możliwe, że czasem idzie na żywioł i sam je wymyśla.
- Wygodnie Ci kochanie? – spytał Louis z troską w oczach.
- Tak skarbie, wszystko w najlepszym porządku – powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.
- Pośpiewamy? – zakrzyknął i wyszczerzył zęby.
- Z Tobą? Zawsze! – chwyciłam za pokrętło i zmieniłam stację. Przejechałam około dwudziestu i zatrzymałam się. Pogłośniłam i zaczęłam słuchać mojej ulubionej piosenki Pitbulla „Hey Baby”. Kiedy raper zaczął śpiewać refren, dołączyliśmy to niego z Louis’em. Uwielbiam gdy mój chłopak śpiewa. Ma taki delikatny i wysoki głos. Pamiętam, że kiedy byliśmy mali, siostra Anne namówiła mnie do śpiewania w chórze dziewczęcym. Louis ze swoim wysokim głosem nie pasował do chłopięcego, więc chodził na próby ze mną. Trochę się baliśmy, bo byliśmy najmłodsi i zawsze trzymaliśmy się za ręce. Uśmiechnęłam się.
- Co Ci tak wesoło Emily? – spytał Louis wyrywając mnie z zamyślenia.
- A wspominam właśnie stare dobre czasy.
- Hmm.. – zadumał się – a które jeśli mogę wiedzieć?
- Nasze początki w chórku kościelnym – spojrzałam na niego i wybuchnę łam śmiechem. – Pamiętam, że byłeś bardzo nieśmiały i odezwałeś się do mnie dopiero po dwóch dniach.
- Ano tak, byłem bardzo nieśmiały. – spojrzał mi w oczy – dopiero Ty, Emily, mnie otwarłaś.
Chwyciłam jego dłoń i popatrzyłam na niego z miłością. Jechaliśmy teraz po jakimś pustkowiu, więc Lou mógł sobie pozwolić na chwilę nieuwagi. Podniósł moją rękę i pocałował opuszki moich palców.
Resztę drogi jechaliśmy słuchając muzyki, śpiewając i co chwila zmieniając stację. W pewnym momencie zadzwonił mój telefon. To był tata.
- Cześć tatusiu! – powiedziałam do aparatu, odebrawszy połączenie.
- Wszystkiego najlepszego córeńko! – wyśpiewał mi tata. Zauważyłam, że Louis uśmiechnął się pod nosem.
- Co wy kombinujecie? – skierowałam pytanie do nich obu.
Kąciki ust mojego chłopaka uniosły się jeszcze bardziej.
- Nie wiem skarbie co Louis planuje, ale Cię kocha i będziesz z nim bezpieczna. – widziałam, że zaczął się uśmiechać. – Do zobaczenia w po… Wkrótce.
- Kiedy? Tato? Halo? – zaczęłam dopytywać, ale się rozłączył.
Odsunęłam aparat od ucha i spojrzałam na Louis’a. On jakby nie widząc i nie słysząc tego co zaszło przed chwilą, patrzył z premedytacją na jezdnię.
- Aha…. – stwierdziłam i z obrażoną miną spojrzałam za okno.
Siedziałam tak przez jakieś dziesięć minut. Po tym czasie poczułam na swoim ramieniu jego dużą dłoń.
- Kochanie moje, to ma być niespodzianka, no. – powiedział i zrobił minę słodkiego, zbitego szczeniaczka.
Spojrzałam na niego wymownie.
- Pamiętaj tylko, że w poniedziałek mam sprawdzian z angielskiego, na który nic nie umiem. Aha i jeszcze kartkówkę z francuskiego.
- Emily, przecież z angielskiego jesteś najlepsza w szkole, a francuski uwielbiasz, więc nauka przychodzi Ci bardzo łatwo.
- No tak szczególnie wtedy gdy nie mam się z czego uczyć. – uśmiechnęłam się fałszywie i przewróciłam oczami.
- Ehh.. Zajrzyj do schowka. – rzucił z rezygnacją.
Zrobiłam co kazał. Zobaczyłam tam moją książkę do francuskiego.
- Ej, co ona tu robi? – chwyciłam podręcznik i otwarłam na pierwszej stronie. Jednak nie widniało tam moje nazwisko, lecz Louis’a.
- Ty też się uczyłeś francuskiego?
- Oui. Je’taime Madame.
- Ja też Cię kocham Lou. – uśmiechnęłam się do niego.
Pochyliłam się i pocałowałam go w policzek. Mój chłopak też się uśmiechnął i spojrzał na GPS-a.
- Za jakąś godzinkę będziemy na miejscu. Potrzebujesz czegoś?
- W sumie musiałabym skorzystać z toalety.
- Okej, to zatrzymam się na najbliżej stacji.
Pięć minut później zobaczyłam znak stacji benzynowej.
- No w końcu – uśmiechnęłam się z ulgą.
Louis skręcił kierownicą i wjechał na stację. Stanął koło sklepiku.
- Nie tankujesz? – spytałam.
Spojrzał na poziom benzyny.
- No rzeczywiście, muszę zatankować. Wysiądź i pójdź do toalety. Będę czekać potem na Ciebie w sklepiku.
Poszłam do łazienki. Załatwiłam się i podeszłam do umywalki.
„O matko, jak ja wyglądam?” pomyślałam i zdjęłam gumkę i przeczesałam palcami włosy. Podniosłam je i z powrotem związałam w wysoką kitkę. Poprawiłam ją i obmyłam twarz wodą. Umywszy ręce, wyszłam z ubikacji. Przy sklepiku zobaczyłam Lou, który stał z papierowym kubkiem od kawy w ręce. Gdy do niego podeszłam, pocałował mnie. Poczułam na ustach smak kawy i karmelu.
- Ooo… Masz moją ulubioną kawę! – krzyknęłam i odebrałam mu kubek.
- No oczywiście Emily. – powiedział i pocałował mnie w czoło. – Upiłem dopiero ze dwa łyki.
- Hyhy, w porządku – rzuciłam, otwierając drzwi i wsiadając do samochodu.
Zapięłam pasy i znowu napiłam się kawy.
- Mmm.. – rozmarzyłam się.
Po chwili Louis siedział koło mnie. Przypiął się i ruszył.
- Więc za godzinkę będziemy na miejscu.
-Okej. – odpowiedziałam i ziewnęłam.
Odłożyłam kubek na podstawkę, ułożyłam się na siedzeniu i zamknęłam oczy.

__________________________________

przepraszam, zaniedbałam Was trochę.. /: jeśli nie będę miała dużo zadań domowych i wgl, to będę raz w tygodniu dodawać jeden lub dwa rozdziały. C:
tak więc 3 rozdział już za mną. :33
czytajcie i komentujcie, pls. ;**
buziaczki i miłego weekendu! <3

niedziela, 15 września 2013

ROZDZIAŁ 2

Jak każdego poranka obudziły mnie rytmy mojej ulubionej piosenki. Wokalista Maroon 5 śpiewał właśnie refren, gdy założyłam okulary i wyłączyłam budzik. Usiadłam na łóżku i prawie zrzuciłam z niego mojego kota Willy’ego. Złapawszy go, przytuliłam do siebie, zaczęłam całować po mordce i przepraszać. Willy polizał mnie po twarzy, wyrwał z mojego uścisku i położył się obok moich nóg. Przeciągnęłam się, wzięłam mój telefon i poszłam do łazienki. Tam wymieniłam okulary na soczewki i spojrzałam w lustro. Lepiej mi było bez ‘denek od butelek’, jak je nazywał tata. Obmyłam twarz, zrobiłam delikatny makijaż i umyłam włosy. Zrobiłam na głowie turban z ręcznika i wróciłam do mojego pokoju. Przeszłam do garderoby i ubrałam się kolorowe rajstopy, dżinsową spódniczkę i czarną bluzkę. Wróciłam do łazienki, zdjęłam ręcznik z głowy i wysuszyłam włosy. Spięłam grzywkę na lewo i wyszłam z pomieszczenia. Podeszłam do biurka i chwyciłam plan. Dzisiaj jest fizyka.. Brrrr… Facet od fizyki jest w sumie niczego sobie, ale przedmiot jest straszny. Te wszystkie prądy, nie prądy i inne. Okropne. No ale cóż. Spakowałam torbę i zbiegłam na dół po schodach. Weszłam do kuchni i rzuciłam ją na krzesło.
-Tato! – krzyknęłam, gdyż spodziewałam się, że jeszcze Go zastanę, jednak nie usłyszałam odpowiedzi.
Przy lodówce zobaczyłam pieniądze zawinięte w karteczkę. Wzięłam ją do ręki.
Oczywiście nie mogłam się doczytać co było na niej napisane. Mój tata mógłby być lekarzem z takim pismem. Chyba było tam napisane: ‘kup coś’. Pomyślałam, że tata kazał mi zrobić zakupy. Sięgnęłam po torbę i włożyłam kartkę z pieniędzmi do portfela. Po chwili zajrzałam do naszej lodówki. Zobaczyłam tam tylko dwa jajka, trochę sera oraz szynki, która powoli zaczynała już pełzać, mleko i sok pomarańczowy. Wyjęłam mleko i postawiłam za blat. Karton nie był zbyt ciężki, więc spodziewałam się, że starczy mi go tylko do kawy.
- Oj muszę pojechać po zakupy – powiedziałam sama do siebie i otwarłam szafkę. Wyjęłam z niej mój ulubiony kubek z wierzą Eiffla i wstawiłam wodę na kawę. Usłyszałam za plecami miałczenie kota.
- Chodź do mnie Willy – zawołałam i wzięłam go na ręce. Na moje szczęście jest on bardzo cierpliwy i uwielbia być w centrum uwagi, więc moje tarmoszenie sprawia mu przyjemność. Po chwili wygłupów odstawiłam go na podłogę, bo woda zaczęła się gotować. Nasypałam do kubka dwie łyżeczki kawy rozpuszczalnej i zalałam odrobiną wrzątku. Rozmieszałam, a później dodałam cukru i mleka. Czekając aż kawa trochę ostygnie, podeszłam do wielkiej misy z owocami stojącej na środku blatu, wzięłam czerwoniutkie jabłko i schowałam do torby.
Nakarmiłam Willy’ego i spojrzałam na zegarek. Było wpół do dziewiątej. Dzisiaj miałam luźny dzień i miałam iść do szkoły dopiero na dziesiątą trzydzieści. Objęłam kubek rękoma i poszłam do salonu przed telewizor. Usiadłam na sofie i chwyciłam za pilota. Na jednym z kanałów leciała komedia romantyczna. Po pół godzinie oglądania, siedziałam zaryczana i ocierałam oczy chusteczką. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Podniosłam się i powłócząc nogami po ziemi otworzyłam je. Po drugiej stronie stał uśmiechnięty od ucha do ucha Louis. Zobaczywszy moje łzy, wygiął usta w podkówkę i przytulił mnie mocno, odrywając od ziemi.
- Co się stało? – spytał z przejęciem w głosie. – Ktoś Cię skrzywdził? Powiedz tylko kto, a chirurg mu będzie potrzebny!!
- Nie, nie Lou, spokojnie. Oglądałam romans i płakałam. – spojrzałam mu w oczy i zachichotałam.
- Aha, no to dobrze, ale wiesz, jak coś, to zawsze Ci pomogę Emily. A teraz chodź, popłaczemy sobie razem. – otarł mi łzy i pocałował w czoło.
- Masz mleko? – spytał.
- Tak, mam chyba jeszcze jakieś w spiżarni. – odparłam.
- No to chodź, zrobimy sobie kakałko! – zamknął drzwi wejściowe i powędrował do mojej kuchni.
- Ale Lou, nie mam kakaa.. – zrobiłam smutną minkę.
- Ale ja mam! – okrzyknął, odpiął kurtkę i spod spodu wyciągnął paczkę rozpuszczalnego kakaa.
- Ojej! – klasnęłam w dłonie i podbiegłam do niego.
Stanęłam przed nim, spojrzałam w jego piękne oczy i złożyłam na jego wargach soczystego całusa. Louis odsunął się ode mnie i spytał:
- Wiesz, który dzisiaj jest?
- Eee.. W sumie nie wiem. Chyba pierwszy czerwca. – wzruszyłam ramionami.
- Nie prawda, bo czwarty! Masz dzisiaj urodziny! – podskoczył i uśmiechnął się szeroko.
Spojrzałam na niego z dziwną miną. I nagle zorientowałam się, że te pieniądze od taty były dla mnie na prezent. Ale czy na pewno?
- Jak to? Ja mam dzisiaj urodziny? To niemożliwe, nie zapomniałabym o swoim święcie. Prawda…? – zapytałam niepewnie.
- No to widzisz kochanie, wychodzi na moje, że masz krótką pamięć. – powiedział i wyszczerzył zęby.
Zamachnęłam się na niego, ale zrobił unik. Chwycił mnie w pasie i złożył na moich ustach namiętny pocałunek. Po chwili oderwaliśmy się od siebie, z trudem łapiąc oddech. Spojrzałam
w jego piękne oczy i ujrzałam w nich uczucie, uczucie, od którego nie jednej dziewczynie mięknął nogi. Mi właśnie zmiękły.
- Porywam Cię dzisiaj na cały dzień! – zakrzyknął i ukazał rząd swoich białych prostych zębów.
- Jak to? – zdziwiłam się. – A co ze szkołą?
- Gadałem wieczorem z Robertem, który zadzwonił dzisiaj rano do szkoły i powiedział, że Cię nie będzie, bo źle się czujesz. Twój tata mnie lubi i wie, że mi na Tobie zależy więc zgodził się bez wahania. – dokończył Lou i uśmiechnął się z wyższością. – Powiedział, że ma dużo pracy i kazał mi Cię przeprosić, wycałować i obiecać, że do Ciebie zadzwoni.
Spojrzałam na niego z ukosa. To dobrze, że Lou ma swobodne relacje z moim tatą, ale to było ździebko dziwne. Ja czułam się dziwnie. Chociaż lepsze to, od kłótni o jedyną córkę i miłość swojego życia. Zaśmiałam się szczerze i dałam mu całusa w usta.
- Tak więc gdzie mnie porywasz mój książę?
- A nie powiem Ci, skarbie! – zrobił tajemniczą minę. – Wyglądasz ślicznie w tej spódniczce, ale ubierz się wygodniej kochanie.
- Okej – pocałowałam go, zabrałam swoją torebkę z krzesła i pobiegłam na górę.
Weszłam do garderoby. Podeszłam do komody i wygrzebałam z niej moja ulubione grafitowe dresy ze ściągaczami przy kostkach. Potem podeszłam do mojego łóżka i wyjęłam spod poduszki dużą bluzę Louis’a. chowałam ją tam na chłodniejsze lub samotne wieczory z kakałkiem i płaczliwym romansem. Wzięłam ciuchy i weszłam do łazienki. Przebrałam się i związałam włosy w koński ogon. Poprzednie ubranie włożyłam z powrotem do garderoby. Wzięłam jeszcze plecak, przełożyłam z torebki portfel, dokumenty, słuchawki i chusteczki. Włożyłam telefon do kieszeni i zbiegłam do Lou. Zastałam go śmiejącego się podczas zabawy z Willy’m. Podeszłam do nich i podrapałam kota po łebku. Gdy Louis zobaczył mnie w swoim ubraniu, uśmiechnął się.
- Widzę, że moja śliczna księżniczka moją bluzę. – uśmiechnął się, pocałował mnie w usta i postawił mojego kota na ziemię. – Po drodze wjedziemy jeszcze do sklepu.
- Okej. – powiedziałam i pogłaskałam Willy’ego.
Gdy podeszliśmy do drzwi, schyliłam się żeby założyć buty. Wzięłam klucze z wieszczka, chwyciłam Lou za rękę i wyszliśmy z mojego domu, zamykając za sobą drzwi. 


________________________________


tak więc drugi rozdział za mną. :D następny postaram się dodać jak najszybciej. :33 zapraszam Was serdecznie do czytania i komentowania. <33

sobota, 14 września 2013

ROZDZIAŁ 1

Mój tata odkąd pamiętam, wychowywał mnie sam. Moja mama zmarła gdy byłam mała, więc nawet jej nie pamiętam. Ojciec jednak nigdy nie zastąpi matki i na początku było mu trudno. Nie wiedział nic na temat „matkowania”. Nie musiał już karmić mnie piersią, ani zmieniać mi pieluch, ale jak pogodzić pracę i brak kobiety z opieką nad mały dzieckiem? Moja mama była głęboko wierzącą chrześcijanką i przyjaźniła się z proboszczem miejscowego kościółka. Po jej śmierci ksiądz bardzo się zasmucił, postanowił pomóc mojemu tacie, więc poprosił swoją siostrzenicę, żeby zajęła się mną i naszym domem. Mój tata był im bardzo wdzięczny, ponieważ pracował całymi dniami. Był prokuratorem, więc ciągle siedział w swojej kancelarii. Potrafił wyjeżdżać o 3 w nocy, gdy został wezwany do jakiegoś morderstwa. Spędzaliśmy razem niewiele czasu. Rzadko zdarzało się, żeby tata miał wolne weekendy, ale jeśli już się takowy zdarzył, wyjeżdżaliśmy razem do naszego małego domku letniskowego pod Londynem.
Mój tata nie był wierzący, ale Nancy, siostrzenica księdza, tak. Śpiewała nawet w kobiecym chórze kościelnym. Próby odbywały się codziennie z występem w niedzielę. Mój tata pracował całymi dniami, więc Nancy zabierała mnie ze sobą na próby, które trwały nawet 3 godziny. Odbywały się one w kościele. Chór stał przy ołtarzu, a ja siedziałam w pierwszej ławce. Byłam wtedy niska, więc machałam nogami siedząc na swoim miejscu. Gdy chór zaczynał śpiewać, usta same mi opadały. Bardzo lubiłam ich słuchać. Raz w tygodniu chór Nancy miał próby z dziewczęcym chórkiem. Śpiewały tam dziewczynki w wieku od siedmiu do trzynastu lat. Ja miałam pięć, więc jeszcze byłam za mała, ale już nie mogłam się doczekać.
Gdy pewnego dnia, jak zwykle siedziałam na próbie kobiecego chóru, wbiegła niska blondynka z małym chłopcem, który speszony biegł koło jej nogi.
- Przepraszam serdecznie siostrę za spóźnienie, ale opiekunka zachorowała, a nie mogłam zostawić mojego synka samego. – kobieta wytłumaczywszy się spuściła głowę.
Siostra Anne pokiwała głową, uśmiechnęła się lekko i podeszła do chłopca. Była duża i wysoka, więc sprawiała wrażenie strasznej, lecz w głębi duszy była pogodną i miłą kobietą.
- Jak masz na imię, kochanie? – spytała siostra Anne z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Louis.. – odszepnął chłopiec i schował się za nogą swojej mamy.
- Usiądź sobie gdzie chcesz, a Twoja mamusia pójdzie ze mną i będzie śpiewać, dobrze?
Chłopiec pokiwał głową.
- słyszałeś kiedyś jak Twoja mamusia śpiewa?
- tak, jak byłem malutki, śpiewała mi kołysanki, żebym mógł zasnąć. – odszepnął.
- Dobrze, to idź sobie usiądź Louis.
Mama zaprowadziła go do ławki po drugiej stronie kościoła i poszła z siostrą Anne do ołtarza. Louis usiadł i tak jak ja zaczął machać nogami, bo nie dosięgał do podłogi chociaż był trochę wyższy ode mnie.
Rozległ się śpiew. Chłopiec spojrzał na swoją mamę, która się do niego uśmiechnęła. On tylko lekko uniósł kąciki ust i zaczął się rozglądać po kościele. Ja siedziałam wpatrzona w niego. Był małym chłopcem, a ja małą dziewczynką, ale spodobał mi się. Miał duże niebieskie oczy, długie jasnobrązowe włosy, jego usta były różowiutkie i idealnie wykrojone. Po chwili zauważyłam, że on też na mnie patrzył. Uśmiechnęłam się do niego i pokiwałam ręką. On wyglądał na zaskoczonego. najwyraźniej nie spodziewał się, że jest tu jeszcze jakieś dziecko prócz niego. W jego oczach zapaliły się wesołe iskierki i też mi pokiwał. Przez następną godzinę uśmiechaliśmy się do siebie.
Następnego dnia Louis również się pojawił, tylko tym razem jednak usiadł obok mnie. Po kilku dniach rozmawialiśmy już jak starzy, dobrzy przyjaciele o różnych rzeczach związanych z przedszkolem, naszymi domami i kolegami z piaskownicy.
Od tamtej pory widywaliśmy się pawie codziennie i byliśmy nierozłączni.

_________________

pierwszy rozdział dodany. :D
obserwujcie mojego bloga i komentujcie go proszę. C:
pozdrawiam! :33

PROLOG

Mam na imię Emily i mam 18 lat. Jestem wysoką, szczupłą blondynką o falowanych włosach i szarych oczach. Moja cera jest w oliwkowym odcieniu. Moja mama była polką, a tata anglikiem. Często odwiedzam moich dziadków i kuzynostwo w Polsce. Moje życie zawsze było szare i nudne aż do tego dnia, w którym wszystko obróciło się o 360 stopni. Ehh.. Ale może zacznę od początku.

_____________________

tak więc, prolog już za mną. zapraszam do dalszego czytania. :D

O MNIE

mam na imię Julia. mam 15 , prawie 16 lat i mieszkam.. w Polsce.. ;pp właśnie zaczynam pisać bloga. chciałabym, żeby czytały go nie tylko moje przyjaciółki, ale też osoby, których nie znam. lubię mieć dobry kontakt z moimi 'czytającymi'. xD dlatego jeśli będziecie mieli jakieś pytania to podam numer mojego gadu. :33 nie wiem kiedy będę dodawała kolejne rozdziały, ale postaram się Was nie zaniedbywać. pamiętajcie o komentowaniu, bo bez tego ani rusz.. będę się czuła doceniona jak będziecie o mnie i do mnie pisać. :D
pozdrawiam! ;*